sobota, 9 maja 2009

Dzień szósty

Dziś musieliśmy wstać już o 6. rano (w Polsce 5...). Całą noc źle spałam. Budziłam się co godzinę z myślą, że to już pora wstawania. Widocznie mój organizm przeczuwał ciężki dzień, jaki go czeka... Kiedy była ostateczna pora wstawania, poczułam straszny skurcz w jelitkach... Matko, stało się to, czego obawiałam się najbardziej. Mój organizm zbuntował się wobec brudu i tutejszych nieznanych mu bakterii.
Więc cierpię. Wypiłam dwie herbatki z enterolem. Trochę mi lepiej. Znaczy się nadal boli mnie brzuch, ale innych bardziej przykrych objawów już nie ma... Oby tak dalej. Już nic nie zjem do końca mojego pobytu w Ziemi Świętej! Tylko pringle i colę pić będę! Ale to dopiero jutro, bo w Jordanii nie ma ani jednego ani drugiego... Ech, życie jest ciężkie.
Nie pojechałam do meczetu. Po południu mam nadziejże, że pojadę na Nieszpory z Papieżem... Panie Jezu, daj siły...
Dobrze, że dziś sobota i nie musimy się spieszyć z pisaniem. Nie mam siły ani weny. Źle mi. Tęsknię do domu, do mojego słoneczka i męża. Zazdroszczę im grilla i mięsa, które można spokojnie jeść. I bułek, okrągłych jak słońce, a nie płaskich jak naleśnik. Bułek o smaku bułek, a nie słodkiego ciasta.
Do tego mi zimno. Rozkręcona klima działa świetnie:/ Przed chwilą pan z obsługi obpsikiwał salę odświeżaczem powietrza. Wszyscy się uśmiali. Wielka sala, a on biega ze sprayem w psika w górę gdzieniegdzie. Normalnie jaja.
Dobrze, że dziś sobota, nie niedziela. Bo jest spokój. I mogę sobie jęczeć i użalać się nad swoim marnym losem. Mogę sobie nie robić nic i myśleć o pięknej Polsce, za którą tęsknię. Może i u nas Meksyk, premier bez tego, co kura znosi, półgłówki w parlamencie, ale to dom.
Jutro wracamy do Izraela. Po Mszy na stadionie nasz zaprzyjaźniony taxi driver, który nawet nieźle mówi po angielsku, odbierze nas z centrum, zabierze do hotelu i zawiezie na granicę. I tam pewnie znowu będą jaja.
Pan Amdżad jest bardzo sympatycznym i nawet przystojnym Jordańczykiem. Zaopiekował się trochę nami, bo choć tu jest mnóstwo taksówek, trudno taką złapać, bo są tanie i ciągle pełne. W każdym razie chyba jest zadowolony z układu, bo chętnie się zgadza na nasze wymagania. Wstaje o świcie, odbiera nas wieczorem, zawozi do duty free, jedynego miejsca, gdzie można kupić jakiś środek odkażający układ pokarmowy, który teraz by mi się bardzo przydał... Umówiliśmy się, że jak chcemy gdzieś jechać, to puszczamy mu krótkiego, a on za 15 minut jest w umówionym miejscu. A jak nas jeszcze nie ma albo on się spóźnia, to pisze nam smsa o tym, że jest lub gdzie jest. Czyż nie wygodny układ? Płacimy dopiero wieczorem. Więc i mamy pewność, że przyjedzie, i on, że nie weźmiemy innej taxi, bo wszak uczciwymi ludźmi jesteśmy! Zresztą on dobrze wie, że znaleźć tu porządnego taksówkarza nie jest łatwo... Do tego ma 1,5-roczną Toyotę Corrollę i jest fajnie:D Nawet po pierwszej jeździe z nami, a ja jeżdżę z przodu, wymył autko, aż pachniało! Co prawda te ichniejsze auta widać, że są zrobione z dużo skromniejszych materiałów, są strasznie plastikowe... Ale co Toyota to Toyota!

Idę po herbatkę.

Jestem. Pan arab zwrócił mi uwagę, że chcę wejść na sale z innym piciem niż woda. Angielskiego ni w ząb, a próbuję mu wytłumaczyć, że się źle czuję i muszę... Pojęczał coś po arabsku, którego dla odmiany ja ni w ząb nie rozumiem... i mnie puścił. Ech. Żeby kobiecie uwagę zwracać!

Dobra, biorę się za pisanie, bo za dwie godziny odjeżdża autobus do melchickiej katedry św. Grzegorza, gdzie będą wspomniane przeze mnie Nieszpory.
Dziękuję Dziewczynom z zaprzyjaźnionego forum za modlitwę i wsparcie w obliczu mego fatalnego samopoczucia!

7 komentarzy:

  1. To kiepsko, ze Cie dolegliwosci podroznicze dopadly :-/ Mam nadzieje, ze czujesz sie juz lepiej!!
    Buziak

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, wspolczuje... :(
    Pij duzo coli i nie przestawaj... ;)

    Buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tu nie można kupic coli:/

    buziaki

    Pylek

    OdpowiedzUsuń
  4. Mary dzielna kobieto mam nadzieję, że dzisiaj już lepiej, czytam Twojego bloga codziennie i trzymam kciuki. buziaki.Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. dziś lepiej, choć od rana wcale nie bylo tak różowo:/ buziaki
    Pylek

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech... współczuję dolegliwośći żołądkowych:/ Szkoda, że nie wzięłaś jakiegoś stoperanu i lacidofilu(profilaktycznie), ale na to wpadałam, jak już byłaś w drodze... :/ Fasola

    OdpowiedzUsuń
  7. wzielam enterol i bardzo mi pomogl:D Mam jeszcze w zapasie:D

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń