Wstałam o świcie, wcale nie bez trudu, na umówioną 7.30 na śniadanie. Dziś trzeba wcześniej, bo wcześniej zaczynają się punkty programu papieskiego. Wykąpałam się, spakowałam, naszykowałam, wypachniłam, wymalowałam, 3 razy się przebrałam, bo okazało się, że mam zbyt jeszcze spalone rączki (choć już nie bolą wcale), by zakładać krótki rękaw. Pukam do drzwi moich towarzyszy niedoli. I co?
Siedząc na lotnisku w Zurychu napisałam tu końcówkę, ale coś źle zrobiłam i szlag to trafił. Nic, tak wyraźnie miało być!
Amen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz