Znaczy powinien tytuł brzmieć „tak, tak, tak”. Bo Pyłek kocha Kościół! Kościół przez duże „K”. Kościół, który założył Pan Jezus, Kościół, gdzie swoje miejsce ma Papież – obecnie wspaniały Benedykt XVI, biskupi, księża i wszystkie pyłki tej ziemi ochrzczone i te, co ochrzczone być pragną. Kościół świętych, którzy jak Joanna D`Arc walczą zaciekle o wolność i prawdę, świętych, którzy jak Faustyna w szarości dnia codziennego pokazują nam Boże Miłosierdzie przez służbę wobec biednych, kalekich, osieroconych dzieci i zagubionych w nałogach ludzi, świętych, którzy jak o. Pio niestrudzenie walczą o nasze dusze. Pyłek kocha Kościół grzeszników (wśród których pewnie pierwszy jest Pyłek), co nie wiedzą czasem, jak żyć mają, co nie wiedzą, gdzie jest prawdą, co Bogu nie dowierzają może… dla których są przykazania za trudne, a modlitwa za nudna… Pyłek kocha Kościół wszystkich szaraczków, co po prostu starają się dobrze żyć i nie wyróżniać w tłumie, i chcą czasem dobrze i czasem nie wychodzi. Bo w Kościele znajdzie się miejsce dla każdego, kto szczerze chce w nim być.
Spodobało się Jezusowi zbawiać nas nie inaczej jak przez Kościół. I proszę tu Pyłkowi nie imputować, że jakoby uważał, by było inaczej. Nie, nie, nie. Bo choć Pyłek wczoraj pisał, że nie najważniejsze są wizyty w sanktuariach, a prawdziwa łączność z Jezusem, żywym Bogiem, to jednak w domyśle miał Pyłek „w Kościele”. Może ten domysł nie był aż tak czytelny, jak wymagała by tego klarowność wypowiedzi… I tylko w Kościele znajdziemy pełne osobiste spotkanie z Bogiem – w sakramentach, a przede wszystkim w Eucharystii.
wtorek, 30 czerwca 2009
niedziela, 28 czerwca 2009
Ludzka życzliwość nie zna granic...
Pyłek ostatnio stronił od własnego bloga z prozaicznego powodu, że nic inteligentnego do powiedzenia nie miał. Nie to żeby wszystko, co było napisane, było na poziomie IQ co najmniej Dody, ale pisać, by pisać nie mam sensu, bo się okaże, że czytać, by czytać nie będzie komu! Choć w sumie podobno bloga pisze się dla siebie, nie dla uznania publiki, to jednak Pyłka cieszy każda dusza, co przed Bogiem i ludźmi przyzna się do podglądania Pyłkowego bloga.
Więc Pyłek ostatnio cierpi na brak inteligentnych pomysłów, bo wypruwa sobie żyły w pracy. Nie ma szefa Pyłka. Pyłek sam uprawia poletko. Więc pracy jest dwa razy więcej. Nie to, żeby Pyłek narzekał, nie, ale, zawsze jest jakieś ale, Pyłek dziś miał wredny dzień.
W sumie w Kościele zarówno polskim, jak i powszechnym działo się wiele. Nie dość, że na prawdę było, o czym pisać, o czym milczeć z braku miejsca, a szkoda!, to jeszcze wieczorem nasz kochany Papież Benedykt XVI ogłosił na zakończenie Roku św. Pawła, że archeolodzy watykańscy zrobili badania, jakieś lasery, bajery i izotop węgla C13 i co się okazało? Potwierdziło się prawdopodobnie przypuszczenie i dwu tysiącletnia wiara Kościoła, że pod Bazyliką św. Pawła za Murami w Rzymie leżą szczątki Apostoła Narodów. Pyłek napisał o tym, bo to nawet ciekawe, choć przecież nie pewne na 100 %, bo DNA Pawła nie mają. Ale. Ale zaraz ktoś w redakcji wymyślił, żeby to na czołówkę dać. Pyłek się zbuntował, bo już w domu z synem siedział, a do tego Pyłek nie uważa tego, za coś czołówkowego. No ale Pyłkowi się za to oberwało. Wrrr. Niesprawiedliwie. Bo jak się jest jedyną osobą w dziale na tę chwilę, to zawojować świata się nie da.
Ale gdyby to było istotne, to by Pyłek zawojował, a przynajmniej by próbował, bo jednak Pyłek lubi swoją pracę. Ale Pyłek nadal uważa, że to dla osoby mającej pisać o wierze, to mniej istotne. To info dla archeologów bardziej niż teologów. Bo wiara to nie relikwie, to nie miejsca święte, to nie odwiedzenie sanktuariów, bazylik, nawet Golgoty, Ziemi Świętej, ale to żywa łączność z Chrystusem, to relacja z Bogiem, to radykalna przemiana życia dla Niego. Z całym szacunkiem, ale znalezienie szczątków Apostoła, czy raczej "prawdopodobne potwierdzenie dwu tysiącletniej wiary w to, że tam jest", nic nie zmienia w moim szacunku do tego świętego, nie wyjaśnia mi jego pism, nie przybliża mi jego przesłania. Kocham go jak kochałam go wcześniej.
Ale w ludzi trzeba wierzyć, choć wbijają szpile, gdy tylko odwrócisz oczy... bo nawet kaktus, jak zechce, to zakwitnie!
Więc Pyłek ostatnio cierpi na brak inteligentnych pomysłów, bo wypruwa sobie żyły w pracy. Nie ma szefa Pyłka. Pyłek sam uprawia poletko. Więc pracy jest dwa razy więcej. Nie to, żeby Pyłek narzekał, nie, ale, zawsze jest jakieś ale, Pyłek dziś miał wredny dzień.
W sumie w Kościele zarówno polskim, jak i powszechnym działo się wiele. Nie dość, że na prawdę było, o czym pisać, o czym milczeć z braku miejsca, a szkoda!, to jeszcze wieczorem nasz kochany Papież Benedykt XVI ogłosił na zakończenie Roku św. Pawła, że archeolodzy watykańscy zrobili badania, jakieś lasery, bajery i izotop węgla C13 i co się okazało? Potwierdziło się prawdopodobnie przypuszczenie i dwu tysiącletnia wiara Kościoła, że pod Bazyliką św. Pawła za Murami w Rzymie leżą szczątki Apostoła Narodów. Pyłek napisał o tym, bo to nawet ciekawe, choć przecież nie pewne na 100 %, bo DNA Pawła nie mają. Ale. Ale zaraz ktoś w redakcji wymyślił, żeby to na czołówkę dać. Pyłek się zbuntował, bo już w domu z synem siedział, a do tego Pyłek nie uważa tego, za coś czołówkowego. No ale Pyłkowi się za to oberwało. Wrrr. Niesprawiedliwie. Bo jak się jest jedyną osobą w dziale na tę chwilę, to zawojować świata się nie da.
Ale gdyby to było istotne, to by Pyłek zawojował, a przynajmniej by próbował, bo jednak Pyłek lubi swoją pracę. Ale Pyłek nadal uważa, że to dla osoby mającej pisać o wierze, to mniej istotne. To info dla archeologów bardziej niż teologów. Bo wiara to nie relikwie, to nie miejsca święte, to nie odwiedzenie sanktuariów, bazylik, nawet Golgoty, Ziemi Świętej, ale to żywa łączność z Chrystusem, to relacja z Bogiem, to radykalna przemiana życia dla Niego. Z całym szacunkiem, ale znalezienie szczątków Apostoła, czy raczej "prawdopodobne potwierdzenie dwu tysiącletniej wiary w to, że tam jest", nic nie zmienia w moim szacunku do tego świętego, nie wyjaśnia mi jego pism, nie przybliża mi jego przesłania. Kocham go jak kochałam go wcześniej.
Ale w ludzi trzeba wierzyć, choć wbijają szpile, gdy tylko odwrócisz oczy... bo nawet kaktus, jak zechce, to zakwitnie!
niedziela, 14 czerwca 2009
Pyłek miał urlop
Pyłek cieszy się właśnie ostatnimi godzinami urlopu. Pyłkowe dziecię śpi. Telewizor się popsuł. Po ulewnych dniach wyszło słońce. Pięknie jest.
Pyłek ostatnio nieobecny był w wirtualnym świecie, a to z racji tej, że siostra Pyłkowa przybyła do kraju tego mlekiem i miodem płynącego, czyli deszczem i wiatrem. A że siostra przybywa 2 razy do roku, w porywach trzy, czas cały trzeba było po brzegi wypełnić różnymi zbożnymi lub mniej zajęciami. Tak więc najwięcej czasu spędzały na zakupach, piciu kawy i piwa (Pyłek piwa nie pił, bo ciągle za kierowcę robił), kupowaniu i jedzeniu. Normalnie się Pyłek przejadł ostatni tydzień... Pobyt u dziadków dziecięcia Pyłkowego źle służy odchudzaniu... A Pyłek przecież musi! No nic. Teraz będzie się trza wziąć do roboty.
A roboty jest dużo, bo Pyłek postanowił zrobić salon! Tak. Pyłek z Panem Mężem od dawna mieszka we własnym gniazdku, które jest nawet urządzone, nie wliczając salonu, tfuu pokoju dziennego, bo do salonu mu dużo metrów brakuje:/ No ale ważne, że własne, tffuuuu bankowe. Ważne, że prawie własne.
W każdym razie zakupione zostały zasłonki, farba stoi i czeka, listwy przypodłogowe też, karnisze do wyżej wymienionych zasłonek też. Wszystko jest, tylko trza czekać, aż czas się i ochota znajdą! A znaleźć się muszą i kropka! Pyłek ma dość tymczasowości własnego salonu i tłumaczenia owej każdemu gościowi, a takowych przybywa!
Zatem, do roboty!
Pyłek ostatnio nieobecny był w wirtualnym świecie, a to z racji tej, że siostra Pyłkowa przybyła do kraju tego mlekiem i miodem płynącego, czyli deszczem i wiatrem. A że siostra przybywa 2 razy do roku, w porywach trzy, czas cały trzeba było po brzegi wypełnić różnymi zbożnymi lub mniej zajęciami. Tak więc najwięcej czasu spędzały na zakupach, piciu kawy i piwa (Pyłek piwa nie pił, bo ciągle za kierowcę robił), kupowaniu i jedzeniu. Normalnie się Pyłek przejadł ostatni tydzień... Pobyt u dziadków dziecięcia Pyłkowego źle służy odchudzaniu... A Pyłek przecież musi! No nic. Teraz będzie się trza wziąć do roboty.
A roboty jest dużo, bo Pyłek postanowił zrobić salon! Tak. Pyłek z Panem Mężem od dawna mieszka we własnym gniazdku, które jest nawet urządzone, nie wliczając salonu, tfuu pokoju dziennego, bo do salonu mu dużo metrów brakuje:/ No ale ważne, że własne, tffuuuu bankowe. Ważne, że prawie własne.
W każdym razie zakupione zostały zasłonki, farba stoi i czeka, listwy przypodłogowe też, karnisze do wyżej wymienionych zasłonek też. Wszystko jest, tylko trza czekać, aż czas się i ochota znajdą! A znaleźć się muszą i kropka! Pyłek ma dość tymczasowości własnego salonu i tłumaczenia owej każdemu gościowi, a takowych przybywa!
Zatem, do roboty!
Subskrybuj:
Posty (Atom)