Dzień zaczął się pracą. Do 15. wysłaliśmy materiały i pojechaliśmy odebrać budge nasze. Potem bieg na stadion, coby sfotografować ołtarz i zdążyć go wysłać do redakcji. Po południu jedziemy na miasto coś zjeść. I żeby było w miarę czystko i koniecznie tanio. Łaziliśmy i łaziliśmy po ulicach centrum miasta. Co chwila ktoś mnie zaczepiał, pozdrawiał, machał. Nie czuję się tu bezpiecznie. Za dużo facetów, za mało kobiet. Trzymam się blisko chłopaków. Nie odważyłabym się samodzielną jazdą taksówką hihihi. Miasto jedna wielka górska kolejka. Raz idziemy pod stromą górę, raz wręcz spadamy w dół. Tak podjazdów nie widziałam nigdzie. Tu wszyscy jednak mają auta z automatyczną skrzynią biegów. Pewnie inne tu by nie zdały egzaminu. Ale dzięki automatowi, kierowcy w autach się nudzą, bo nie muszą zmieniać biegów, więc wysyłają smsy, obsługują 3 telefony, które mają w aucie, sprzątają w nim, układają papiery... No i jeżdżą – jak mówi nasz przewodnik – jak na wielbłądach – przepisy ruchu drogowego zdają się ich nie interesować. I trąbią, trąbią, trąbią. Ciągle. Na wszystko i na wszystkich. Męczące te jest:/
Ale po paru dziesięciu minutach chodzenia znaleźliśmy uliczkę z jedzeniem. Wygląda dobrze. Dużo mięsa, nikt nie pali, w miarę czysto. Kelner prowadzi nas do sali, która mam 170 cm wysokości... duszno, mi znowu już słabo... Nic, siadłam, pan włączył wiatrak, chłopaki głodni. Nie ma wyjścia, trzeba zostać. Jakoś dogadaliśmy się z kelnerem, bo karta tylko po arabsku. Ceny niewielkie. O to chodziło. Siedziałam akurat nad kucharzami, którzy grillowali mięso, piekli chlebki pita w piecu, szykowali dania... rękami... Ale tu się nic innego nie znajdzie. Kelner wreszcie przyniósł jedzenie – pyszne, naprawdę pyszne. Świeże, gorące, kolorowe, ładnie podane, aromatyczne. Mam nadzieję, że dziś też będzie otwarte, bo boję się jeść w innej knajpie... Ale nie wiadomo, bo piątek i sobota to ichniejszy łikend. I masz babo pitę:/
Potem już powrót do hotelu, chwile rozmów, łyk zimnego napoju i spać. Padam jak mucha.
Podobno tak jest w krajach arabskich, że jeżdzą jak chcą, ryzykownie, szybko, nerwowo, przepisy mając w... w sumie racja... widziałam jak to jest w Tunisie i w Turcji... Fasola
OdpowiedzUsuń