sobota, 6 listopada 2010

Zagryźć zęby i przetrwać

Kolejny tydzień dobiegł końca. Jak dobrze. Im szybciej czas teraz płynie, tym lepiej. Już bardzo bym chciała, by ten okropny rok się skończył. Szkoda, że nie da się wymazać z naszej pamięci za dotknięciem palca tego, co bolało, co raniło, co rozrywało serce… Takie rany jednak w nas po coś pozostają. Bo gdyby z korzyścią dla nas było wymazywanie z pamięci tego, co było przykre, bolesne, koszmarne, to na pewno Pan Bóg by tak nas zaplanował, że byłoby to możliwe. Jednak nie jest.

Mój szef doprowadza mnie do szału. Ochrzanił mnie wczoraj za jedno przekręcone zdanie w tekście, jakbym co najmniej jakąś herezję napisała. Wściekłam się i zareagowałam agresywnie. Ale nie powinnam była. Ale kurde, mną pomiata, a do innych do kurde to milutki. Ale nic, zagryzę zęby, będę się uśmiechać i jakoś wytrzymam... Mam nadzieję, że nie będę musiała długo tak funkcjonować. Jest mi strasznie przykro, naprawdę, bo nie wiem, czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie. Rozumiem, że przez moją ciążę, mój szef nie wziął urlopu, ale... Ale każdy ma w d... drugiego, taki świat przecież jest, mój szef nie będzie inny.

Panie, Jezu, jak dobrze, że jesteś!