Dzień drugi był piękny dniem w sumie. Gdy dotarliśmy na Stare Miasto w Jerozolimie, poszliśmy na Via Dolorosa – Drogę Męki naszego Pana. Choć miasto od tamtych chwil było kilka razy przebudowywane, poszczególne stacje drogi krzyżowej zdają się być w autentycznych lub bardzo bliskich miejscach. Ciasnymi zatłoczonymi uliczkami wchodzi się na Golgotę. Po drodze mija tysiące straganów, na których można kupić tonę różnych rzeczy, gdzieniegdzie naprawdę nieprzyjemnie pachnie, słychać arabskie śpiewy i muzykę. O 15. rozbrzmiewają śpiewy muezinów, które na Starym Mieście się łączą i zagłuszają nawzajem. Docieramy do koptyjskiej kaplicy, gdzie jest cysterna, w której św. Helena znalazła krzyż, na którego Jezus został przybity, i gwoździe. Trzeba zejść głęboko pod ziemię, ciaśniutkim zejściem, gdzie nawet ja (a mam tylko 164 cm wzrostu) nie mogę iść wyprostowana. Mój mózg i serce odmawiają posłuszeństwa. Odzywa się klaustrofobia. Że to się zaraz zawali i zostanę tam na wieki (wolałabym zginąć/umrzeć w inny sposób). – Chłopaki, ja nie dam rady, wracam – wołam do towarzyszy. Wyszłam chyba zielona. Mnisi koptyjscy się uśmiechnęli. Pewnie nie raz to widzieli... Idziemy dalej Via Dolorosa. A w moim sercu pustka. Gadamy, żartujemy, kolega, który tu jest po raz enty, opowiada, przybliża historię tych miejsc. Bez modlitwy, bez poruszenia serca. Wchodzimy wreszcie do Bazyliki Grobu Bożego. W wielkiej kolejce, w której wszyscy się pchają, spieszą, prześcigają. Pewnie tak się spieszą by się modlić w miejscu, gdzie stał Krzyż Jezusa... ludzie milkną dopiero w momencie gdy klękają przed skałą! Panie Jezu, mi też trudno się tak modlić! Naucz mnie modlić się w trudnych warunkach! Naucz mnie w ogóle modlić się!
Uklękłam i zanurkowałam pod ołtarzem, by dotknąć skały. - Jezu, ulecz moje serce – tylko jedna modlitwa wyrwała mi się z serca. I tysiąc myśli. Ulecz moje serce ze smutku, z żalu, złości, lenistwa, złośliwości, martwienia się o rzeczy nieważne... Przemień moje serce na wzór Twojego!
Ciągle walczę ze sobą. Mam opory, by dotykać takich miejsc, które miliony dotykają, by wkładać rękę do święconej wody, by całować relikwie w relikwiarzach. Zaraz widzę miliony bakterii i zarazów... Brrr ale to samo mam w łazience hotelowej, żałowałam, że do walizki nie można pakować domestosa... Bym sobie wszystko umyła. Ale na szczęście mój organizm znosi to dobrze. Nie odmawia posłuszeństwa. Bogu dzięki. Wszak Jezus mówił, że będą jeść to co, zatrute, i nie będzie im szkodziło...
Potem zeszliśmy do miejsca namaszczenia ciała Jezusa. Pachnie olejkiem różanym. Pobożne kobiety z Rosji, padają na kolana i całują kamień. Kładą na nim krzyże, ikony, chusteczkami ścierają olejek z kamienia. Inna pobożność niż nasza. Dalej idziemy do Grobu. Wielka kolejka. Przyjdziemy w przyszłym tygodniu z rana.
Potem już tylko odpoczynek.
Idziemy na palestyńskie piwo. Potem hotelowa kolacja. Naprawdę smaczna!
Kosciól w ogrodzie Getsemani:
Dwutysięczne drzewo oliwne:
Papieski oltarz w Dolinie Jozafata:
Hi hi... Pyłku... a to dla ciebie prawdziwa "męka" te zarazy i bakterie wszędzie...;) rozbroiłaś mnie z tym domestosem ;) Wiola Fasola
OdpowiedzUsuń