sobota, 30 stycznia 2010

Pyłek już nie ma żadnych problemów...

O ile wczoraj problemów miałam sto, o tyle dzisiaj nie mam ich wcale. Ani długi, ani kredyty nie stanowią już dla mnie problemu, ani brak tego i owego, ani otyłe ciało czy ani masakrycznie alergiczna skóra, ani śnieg, ani zimno, ani wkurzające decyzje tych, co zastępują szefostwo. Nic.

Po prostu trzeba sobie przypomnieć, że jesteśmy zdrowi, że mamy siły do pracy, do nauki, że żyjemy jak pączki w maśle. Bogu dzięki.

czwartek, 28 stycznia 2010

Ciekawy artykuł o islamie

Dziś wpadł mi w oczy ciekawy artykuł. O islamie. O jego genezie - o tym że ma rodowód judeo-chrześcijański, co jest bardzo interesujące, czego uczy, do czego prowadzi. Polecam wszystkim, do końca trzeba przeczytać, mimo że długie, ale naprawdę dobrze się czyta. Więc czytajmy... "Islam nie jest nową religią"

pozdrawiam wszystkich odwiedzających, jeżeli tacy jeszcze są...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Polska absurdem stoi

Ten blog miał mi być miejscem do dawania upustu moim emocjom związanym z otaczająca nas rzeczywistością. Emocji jest wiele. Czasu na ich rozważanie dużo mniej.

Jako ludzie pracujący w mediach wieczorem po powrocie do domu zasiadamy przed tv i oglądamy po kolei programy informacyjne. W sumie do końca nie wiem po co, bo zazwyczaj informacje, które podają, już znamy. Jednak bardzo ciekawy jest sam sposób ich przedstawienia, oceny sytuacji, wniosków i prognoz na przyszłość. Najciekawsze są jednak te programy, kiedy w kraju się nic nie dzieje, czyli sobotnie, niedzielne i świąteczne, a już najciekawsze są Bożonarodzeniowe, bo ilość informacji dziwnej treści rośnie w tempie zastraszającym.
Wczoraj powalił mnie materiał na TVP1 o kredytach tzw. hipotecznych i biednych ludziach, którzy za swoje "głupie" (chyba - według błyskotliwych reporterów Wiadomości) marzenie o własnym M muszą płacić do końca życia, i to jeszcze spłacają bankowi dwa razy więcej niż pożyczyli. Więc branie kredytów na mieszkanie jest więc według nich dziwną i niebezpieczną fanaberią biedoty. Niestety, reporterzy TVP nie zeszli ze swojego piedestału i nie zapytali zwykłych obywateli, jaka jest prawda. A prawda jest taka, że większość ludzi marzy o własnym M, by nie bujać się po wynajmowanych norach, nawet kosztem drogiego kredytu, bo przecież nie każdy ma pensyjkę jak pan redaktorek z Wiadomości.

Dziś za to w lżejszym tonie. No w sumie śmiać mi się chciało, ale tak z politowaniem. Wiecie, jaki jest dzisiaj dzień? Dzień Jazdy Metrem bez Spodni! Sic! Nie inaczej! Zdejmuj gacie i w drogę. Od Kabat po Młociny. Dobrze, że dużego mrozu niet.

Ale to Pikuś. Pan Pikuś. W Juesej (jak podała kiedyś KAI) w jednym ze stanów - w ramach walki z Bożym Narodzeniem i normalną religijnością - wymyślono, by obok tradycyjnej szopki przed urzędem miasta postawić ateistyczną budkę poświęconą zimowemu przesileniu i takim wolnomyślicielom jak Albert Einstein czy Bill Gates. Wykonana z drewnianej sklejki budka o wymiarach 2.4 na 1.2 m, na ścianach której przedstawione są informacje na temat historii zimowego przesilenia oraz ateizmu, a także prezentowane są zdjęcia – według stowarzyszenia – czołowych amerykańskich wolnomyślicieli, dumnie stanęła obok Maryi, Józefa i małego Dziecięcia, by udowadniać geniusz myśli ateistyczno-jednak-religijnej. Bo ateizm staje się religią z własnymi bożkami, których przecież tak nie lubi. Ot, ludzka natura jest religijna, więc jak wyrzucimy Boga chrześcijan, drzwiami i oknami będą włazić bożki głupoty, egoizmu i jeszcze wielu innych plag, o których pisać już dziś nie będę:/

niedziela, 10 stycznia 2010

Fajerwerki

I jeszcze dziś był pokaz dla Pyłka hihi. Prosto w salonowe okno. 5-minutowy. Cud, miód i orzeszki:)

piątek, 8 stycznia 2010

Jeszcze trochę wspomnień...

Oj, czas szybko leci. Już w niedzielę kończy się okres Bożego Narodzenia. Szkoda. Tak długo się na te święta czeka, właściwie już od października, dzięki szwedzkiemu sklepu meblowemu, który jeszcze przed uroczystością Wszystkich Świętych wystawił do sprzedaży komplety bombkowo-choinkowe. I nie wiadomo było czy kupować, czy się śmiać.

A teraz już po wszystkim. Choinka się sypie, choć sprzedawca twierdził, że nie będzie. Czekoladowe renifery i mikołaje dawno zjedzone, winko kupione na święta wypite do dna... Ech, teraz najgorszy czas przed nami. Przynajmniej dla mnie. Zimno, śnieżno, ciemno i nawet Bożego Narodzenia już nie będzie. Dobrze, że łikend idzie, zostanę w domu, odpocznę, odsapnę, nabiorę sił i dystansu do pracy. Bo ta mi ostatnio daje w kość. Nie, nie dlatego, że pracuję więcej, to akurat dobrze. Ale brak jasności, brak ładu i składu. Chaos. Przychodząc rano do pracy, nie wiem, czego się spodziewać. heheh Śmiesznie jest. Czasem robię tematy, które dla mnie są kosmosem. No coż, czasem i tak trzeba.

Dziś pisałam o Wietnamie. Policja przyjechała na cmentarz, by zburzyć krzyż. Prawie tysiąc funkcjonariuszy uzbrojonych po zęby przyjechało, by burzyć krzyż. Z psami. Przeciwko grupce katolików, którzy na kolanach błagali, by krzyża nie wysadzać. Katolików brutalnie pobito, krzyż wysadzono w powietrze. Ot, dzień w Wietnamie. Jak my tu sobie spokojnie żyjemy. Dyskusje z czytelnikami "Wybiórczej" to maksymalny wysiłek, jaki musimy czynić w obronie krzyża.

Dobrze mamy, dobrze mam. Narzekać nie mam na co. No może na podłogę, która za szybko się kurzy, na siebie, że zbyt dużo snu potrzebuję, by normalnie funkcjonować, na śnieg, który utrudnia wszystkim normalne życie. hhehhe

A teraz po tych błyskotliwych myślach kilka wspomnień z Wigilii: