Wczorajszy dzień znowu zakończył się późno. Po południu pojechaliśmy do katedry na Nieszpory. Najpierw nas i fotografów usadzili w kącie z tyłu... Bez szans na ładne zdjęcie. Ale potem życzliwa pani przemyślała sprawę i pozwoliła fotoreporterom podchodzić bliżej i w lepsze miejsca. A że ja też miałam aparacik. To mi pozwoliła stanąć między kwiatowym łukiem powitalnym a kolumną... Dzięki temu byłam metr od barierek oddzielających od przejścia Papieża. W drodze rozmów i pogaduszek przed przybyciem Benedykta XVI zaprzyjaźniłam się z siostrami zakonnymi, co tam stały i Jordańczykami. Siostra pozwoliła mi wejść na swoje krzesło, cobym mogła zrobić piękną fotę. Już tam nikomu nie tłumaczyłam, że ja tylko prywatnie fotografuję... Ważne, że se podeszłam bliżej. Bo o ile Jan Paweł II głaskał mnie po policzku to blisko Benedykta jeszcze nie byłam. W Lourdes całą pielgrzymkę przesiedziałam w centrum prasowym... W każdym razie póki nie było Papieża, wszyscy przejawiali się zdrowym rozsądkiem i przyjaźnią. Jedna Jordanka pozwoliła mi oprzeć się o jej ramiona, bym nie zleciała na łeb na szyję z tego krzesła. Ale gdy przyjechał Ojciec Święty, to już był Meksyk. Wszyscy potracili rozum i zdrowy rozsądek i rzucili się w jego kierunku, by go dotknąć... Stratowali mnie strasznie, ów miło zakonnica w jakimś szale wpadła na krzesło, na którym stałam przecież ja, i zdeptała moje dwie bardzo delikatne stopy... Boże, jak dobrze, że nie miałam sandałek. Jakaś Jordanka w szpilkach też wymyśliła, że wlezie na to krzesło, na którym stałam już ja i owa zakonnica, więc już tylko czekałam, aż krzesło się rozpadnie, a ja wraz z nim i moim kochanym aparatem... Zamieszanie trwało parę sekund. Zakonnica szczęśliwa, bo po raz drugi w życiu dotknęła ręki Papieża. Radości nie było końca... Zamieszanie trwało kilkanaście sekund... Nigdy więcej! I tak nie zrobiłam dobrego zdjęcia....
W każdym razie jeśli chodzi o głośność wrzasków i okrzyków „Viva il papa” zakonnice zdecydowanie przodują. Nie wiem, skąd w ich chudych zazwyczaj i smaganych postami ciałach tyle siły i werwy... Ech, to musi być nadprzyrodzone!
Kocham naszego Papieża i popieram go całym sercem. Ale dotykać go nie muszę. Ani dać się tratować jak kot na autostradzie hihiih. No dobra, drastycznie porównanie z lekka, ale gdy dodać do tego moją wrodzoną nadwrażliwość, lęk przed obcymi, lęk przed dotykiem kogoś obcego i jeszcze inne lęki, mniej więcej czułam się jak ten nieszczęsny kot! Tylko on szczęśliwszy, bo świadomości tratowania nie ma!
Po zamieszaniu opuściłam swój kącik i usiadłam w ławce, napiłam się wody dla odzyskania równowagi ciała i ducha i już dalej mogłam spokojnie się modlić. Musiałam się modlić sama, po swojemu, bo nic nie rozumiałam...
W pewnym momencie zobaczyłam, że stojący przede mną fotoreporterzy wymieniają się obiektywami, a ja miałam przy sobie tylko jeden maleńki obiektywik, więc Papież na moich fotach wyglądał jak biała mrówka. Mój kolega z torbą obiektywów, które mi czasem pożycza, był na chórze, więc wymyśliłam plan. A że już wcześniej nawiązałam migową konwersację z fotoreporterem z „Jordan Times”, podeszłam do niego, uśmiechnęłam się i zapytałam, czy mi pożyczy obiektyw... Rzuciło się do pożyczania 3 jordańskich fotoreporterów... tak że mogłam przebierać w ofertach... Zrobiłam kilka fot Papieżowi i ślicznie podziękowałam. Choć mój skromny aparacik śmiesznie wyglądał z takimi obiektywami, to i tak uważam, że najważniejsze, że pasowały! Nie?
To pisał Pyłek... Pyłek z nieba.
Bezimienny!
Kochana, to szkoda, ze nie ma tam coli :/
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze juz sie zahartowalas i juz jest lepiej ;)
Fajnie jest poczytac jak piszesz... Z humorkiem :D
I niezle czarujaca jestes ;p Tylu chetnych do pozyczania :)
Buziaczki :*
Mary... sądząc z błyskotliwości tekstu, już chyba troszkę doszłaś do siebie... a przynajmniej mam taka nadzieję... mówisz, że nic nie rozumiałaś... hm... wiem jak to jest... ale myślę, że najważniejsze i tak się wydarzyło... spotkanie z Bogiem... On rozumie wszystko... w jakimkolwiek języku do Niego powiesz... nawet jeszcze zanim to powiesz.... pewnie nawet zanim Ty o tym pomyślisz...
OdpowiedzUsuńŚciskam Cie bardzo bardzo mocno...
No jasne, że najważniejsze, że pasowały:) Hmm... powiem szczerze, że ja nie rozumiem trochę tej potrzeby dotykania, całowania rzeczy i osób świętych. Biedny papież, niczym gwiazda filmowa, musi uważać, żeby oszalały z entuzjazmu tłum go nie udusił z tej miłości...;) Tęsknię za Pyłkiem... :) Fasola:)
OdpowiedzUsuńDzięki Dziewczyny:)Caluje Was mocno!
OdpowiedzUsuńPylek