Pyłek ma już z powrotem mój osobisty paszport z nowym nabytkiem, czyli wizą do Jordanii. Mam laptopa, notes, zapas bateryjek do dyktafonu i długopis (czasem nowoczesne metody pisania zawodzą). Nie ma jeszcze telefonu, a z własnego nie ma zamiaru korzystać, bo żydowskie telefonie zczeszą Pyłka 8 zł za minutę i 1,5 zł za smska. Nie stać Pyłka! Akredytacje do Izraela opłacone. Matko, do czego to doszło, by dziennikarze płacili za to, że mogą pracować, jedyna pociecha jest taka, że kasę na tę przyjemność (pracowanie?!?!) wykłada jednak redakcja.
Stres powoli Pyłka dopada. I to z wielu powodów.
Po pierwsze, Pyłek jedzie z szalonymi współpracownikami, co zegarków nie mają, mają za to czas. A podobno Bóg dał zegarki białemu człowiekowi, a czarnemu czas - tu się to nie sprawdza, bo towarzysze Pyłka są równie biali jak Pyłek. Więc Pyłka czekają 2 tygodnie nerwów, czekania na towarzyszy pracy, spóźniania się, biegania i ganiania. Będzie ciężko.
Po drugie, Pyłek martwi się, co będzie jadł i dlaczego tak mało. Jedzenie wszak w tych rejonach może negatywnie wpływać na delikatne podniebienie Pyłka.
Po trzecie, Pyłek został skutecznie wystraszony przez zazdrośników redakcyjnych świńską grypą. Módlcie się, by Pyłek wrócił cały i zdrowy. I by samoloty, w których Pyłek będzie siedział też się trzymały wyznaczonej trasy.
Po czwarte, Pyłek już stresuje się samą pracą. Jednak pisanie na czas takich ważnych rzeczy to duże wyzwanie. I do tego ma być ładnie, składnie, przejrzyście, inteligentnie, oryginalnie i niebanalnie! Pyłek padnie jak nic!
środa, 29 kwietnia 2009
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Pyłek jedzie do Ziemi Świętej
Pyłek ni mniej ni więcej, tylko za tydzień wyrusza w dalekie strony i stąpać będzie śladami Pana nieba i ziemi, Króla nad królami, najpiękniejszego spośród synów ludzkich...
Och, Pyłek cieszy się jak rzadko. Bo Pyłkowi się wydaje czasem, że nie ma powodów do radości. Jakoś nie może Pyłek odnaleźć się na tym ziemskim padole. Może niepotrzebnie spadł z nieba, z ramion Ojca, może mu by było lepiej tam zostać. Ech, Pyłek na razie się cieszy, że spełni się jedno z jego marzeń - pojedzie do Ziemi Świętej. I nawet do Jordanii. Będzie ciężko. Stres jest wielki. Pyłek będzie relacjonował pobyt Papieża Benedykta XVI w Ojczyźnie Jezusa. A tam raczej porządnego biura prasowego nie będzie. Pewnie nie będzie żadnego. Pozostaną Pyłkowi tylko stare metody - długopis, dyktafon i laptop, którego bateria zgodnie z nadziejami Pyłka wytrzyma dłużej niż godzinę.
Pyłek postara się tutaj relacjonować swoje dziennikarskie podboje.
Och, Pyłek cieszy się jak rzadko. Bo Pyłkowi się wydaje czasem, że nie ma powodów do radości. Jakoś nie może Pyłek odnaleźć się na tym ziemskim padole. Może niepotrzebnie spadł z nieba, z ramion Ojca, może mu by było lepiej tam zostać. Ech, Pyłek na razie się cieszy, że spełni się jedno z jego marzeń - pojedzie do Ziemi Świętej. I nawet do Jordanii. Będzie ciężko. Stres jest wielki. Pyłek będzie relacjonował pobyt Papieża Benedykta XVI w Ojczyźnie Jezusa. A tam raczej porządnego biura prasowego nie będzie. Pewnie nie będzie żadnego. Pozostaną Pyłkowi tylko stare metody - długopis, dyktafon i laptop, którego bateria zgodnie z nadziejami Pyłka wytrzyma dłużej niż godzinę.
Pyłek postara się tutaj relacjonować swoje dziennikarskie podboje.
piątek, 3 kwietnia 2009
Warszawa przyjazna golasom
Chyba na dno dna zaczęło spadać samopoczucie Hanny Gronkiewicz-Waltz i widmo braku drugiej kadencji zajrzało jej w oczy. Bo zamiast budować mosty, metro, zadbać, by remonty nie paraliżowały miasta itd., za co wszyscy jeżdżący po tym mieście byliby jej choć trochę wdzięczni, a przynajmniej nie wieszali by na niej psów, stołeczny ratusz zajął się szykowaniem plaży dla nudystów.
Ogrodzona, z natryskami, z punktem gastronomicznym, w malowniczym zakolu Wisły, gdzie piachu jest pod dostatkiem. Cud, miód i orzeszki.
Jak dziś relacjonował jakiś pan w TVN Warszawka, ma to nie tylko sprawić przyjemność golasom, ale także przyciągnąć do naszej stolicy tłumy turystów.
Ha! I tu ten pan ma rację! No bo woda jest, dużo czystsza niż parę jeszcze lat temu. Klimat jak na plażowanie może nie idealny, ale na to ratusz dużo nie pomoże (tym bardziej, że nie daje sobie rady z niczym). Piasek podobno jest i tereny zielone też, co by osłoniły to, co powinno być zasłonięte. I już widzę te tłumy w biurach podróży na całym świecie pytające, czy jest jeszcze miejsce na samolot do Warszawy, tam gdzie jest plaża dla nudystów i naturystów, a nie ma dla przeciętnych obywateli, którzy jednak lubią to i owo dla przyzwoitości zakryć...
Grunt to promocja miasta.
Co tam Starówka, parki, muzea, teatry i filharmonie, co tam dobre hotele i restauracje, co tam urocze zakątki i klimat, plaża dla golasów standardy wyznacza! Hej hop, zrzucajmy nasze wdzianka i na słonko nad Wisłę!
Ogrodzona, z natryskami, z punktem gastronomicznym, w malowniczym zakolu Wisły, gdzie piachu jest pod dostatkiem. Cud, miód i orzeszki.
Jak dziś relacjonował jakiś pan w TVN Warszawka, ma to nie tylko sprawić przyjemność golasom, ale także przyciągnąć do naszej stolicy tłumy turystów.
Ha! I tu ten pan ma rację! No bo woda jest, dużo czystsza niż parę jeszcze lat temu. Klimat jak na plażowanie może nie idealny, ale na to ratusz dużo nie pomoże (tym bardziej, że nie daje sobie rady z niczym). Piasek podobno jest i tereny zielone też, co by osłoniły to, co powinno być zasłonięte. I już widzę te tłumy w biurach podróży na całym świecie pytające, czy jest jeszcze miejsce na samolot do Warszawy, tam gdzie jest plaża dla nudystów i naturystów, a nie ma dla przeciętnych obywateli, którzy jednak lubią to i owo dla przyzwoitości zakryć...
Grunt to promocja miasta.
Co tam Starówka, parki, muzea, teatry i filharmonie, co tam dobre hotele i restauracje, co tam urocze zakątki i klimat, plaża dla golasów standardy wyznacza! Hej hop, zrzucajmy nasze wdzianka i na słonko nad Wisłę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)