wtorek, 29 czerwca 2010

Zmiany, zmiany, zmiany...

Muszę wrócić na mojego bloga, by dać upust emocjom związanym z moją cudną pracą:D Musicie także i Wy, jeżeli jeszcze tu zaglądacie, Drodzy Czytelnicy, tak jak ja zakosztować absurdów mojego obecnego życia!

Mówię absurdów i już się śmieję, ale jeszcze parę dni temu płakałam z bezradności i wściekłości... To, co się dzieje, przechodzi bowiem wszelkie pojęcie. W mojej pracy dzieją się okropne rzeczy. Pracuję tam wiele lat i ja, naiwna, wierzyłam, że tak nie jest... Normalnie ostatni czas sprowadził mnie na ziemię. Moja szefowa uważa się panią i władczynią naszych marnych losów. Żeby to jeszcze było władztwo Salomonowe, to jakoś bym to zniosła, bo lubię słuchać mądrzejszych od siebie. Ale to władztwo jest iście niszczycielskie... Zniszczyła we mnie, choć pewnie i nie tylko, całą miłość do tej pracy, całą pasję, całe zaangażowanie. Już nawet nie wzrusza mnie fakt, że kolejna karteczka z moją wpadką wpadła do mojej teczuszki. Wybitnie rozbawiło mnie też dzisiejsze odrzucenie mojego podania o urlop zaległy, bo nie wykorzystałam urlopu zaległego... i nie dostanę urlopu póki go nie wykorzystam:D

Panie Jezu, rozumiem, że karzesz odebraniem zdrowego rozsądku?

sobota, 17 kwietnia 2010

Tak czekaliśmy na tę wiosnę...

...i przyszła. Po okropnej zimie, po nieustannych opadach śniegu, po mrozie, po brzydocie rozjechanego śniegu, przyszła... Wreszcie jest pięknie, tak jak wielu z nas tak bardzo czekało... ciepło, słonecznie, zielono... Kwitną kwiaty, śpiewają ptaki... ale dla naszego kraju to wiosna tragiczna. W minutę straciliśmy elitę naszego kraju. Pod Katyniem. Obok tego miejsca, gdzie przed 70 laty tysiące polskich oficerów zostało zastrzelonych przez Rosjan strzałem w tył głowy. Tragiczna wiosna... Zginęła Para Prezydencka Lech i Maria Kaczyńscy, generałowie Wojska Polskiego, przedstawiciele Rodzin Katyńskich, ks. bp Tadeusz Płoski, biskup polowy Wojska Polskiego, i wielu, wielu innych wspaniałych ludzi. To wielka tragedia dla naszej Ojczyzny.

Miliony ludzi wylały morze łez. Ja też. Wiele Rozmawiałam z paroma osobami, które tam zginęły. Wiele razy rozmawiałam z ks. bp. Tadeuszem Płoskim. Zawsze chętny do pomocy, do dania opinii, skomentowania czegoś. Pamiętam, że kiedyś złapałam go w zakrystii przed Mszą. Nawet wtedy był gotów mi odpowiadać na pytania... Ale tamta rozmowa nie ukazała się nigdy... Może jeszcze mam ją gdzieś zapisaną... Nie wiem... Robiłam wywiad tez z o. Józefem Jońcem, mimo że miał tak mało czasu, był bardzo pomocny i taki wdzięczny, że chcę pisać o Parafiadzie. I rozmawiałam jeszcze z innymi. Teraz takie dziwne, że ich nie ma. Cały tydzień w redakcji zbierałam wspomnienia o kapłanach, którzy zginęli. Ja ich nie znałam. Ale teraz wiem, że Polska i Kościół stracili tak wiele... Tyle mogli jeszcze zrobić dobrego... Odeszli na wieczną służbę Panu Niebieskiemu...

I różni ludzie z całego świata zaczęli do mnie przysyłać maile z kondolencjami, ze słowami wsparcia. Jak rodzina. W niedzielę dostałam nawet słowa kondolencji z ministerstwa turystyki Izraela! Mają mój mail jeszcze z pielgrzymki Benedykta XVI do Ziemi Świętej, którą relacjonowałam. Miło, że pomyśleli o Polakach. Ale nie tylko oni. Świat scrapkowy też! Pisałam wiele razy (nie tylko ja) o parafii redemptorystow w Wietnamie. Teraz oni modlili się za ofiary tragedii i za nasz kraj. To piękne.
Można by dużo pisać o tych dniach. O solidarności ludzi, o staniu 12 godzin w kolejce do pałacu prezydenckiego, by pokłonić się przez 2 sekundy Parze Prezydenckiej. 33 tony zniczy i kwiatów pod pałacem, pewnie będzie więcej. Cały świat przysłał do naszego kraju kondolencje. Prezydent USA, który przybędzie na pogrzeb Pary Prezydenckiej, po raz pierwszy będzie w naszym kraju, powiedział po tragedii "Dzisiaj wszyscy jesteśmy Polakami". Niestety, pojawili się ludzie, nawet gdzieś blisko mnie, dla których to nie jest tragedia, którzy mówią, że to nie ich żałoba. Brak słów. O tym lepiej nie mówić.

Zawsze lubiłam ten wiersz śp. Jacka Kaczmarskiego... Taki piękny, taki prawdziwy, tak dobrze oddaje tamtą tragedię. Nie wiemy czy przypadek czy nieprzypadek stał za tragedią sprzed tygodnia... Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie...

Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej - do góry -
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte - krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniał w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty -
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów - robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi -
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży -
Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi - więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać - trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć -
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia - bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje - wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty - dla orła sokoła...

"O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci..."
Jacek Kaczmarski
29.8.1985

O pewnym ranku w katyńskim lasku...
...co się stało?

wtorek, 30 marca 2010

Prezent urodzinowy?!?

Oj ciężki czas nastał dla Pyłka. Za swoją uczciwość, lojalność i dobre serce dostałam ostro po dupie. Ale - jak to wielu powtarza - kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę.

W pracy zostałam potraktowana jak śmieć. Nieważne, że kochałam moją pracę i wkładałam w nią całe serce. Jedna rozmowa z szefostwem zabiła we mnie wszelką miłość do tej pracy. Za przewinienia mojego bezpośredniego szefa oberwałam ja! Zupełnie niewinnie, bo zawsze robiła to, co mój szef mi kazał. I nie mógł na mnie narzekać. Zawsze byłam słowna, szybka i mógł na mnie liczyć. Nieraz chora bardzo, o bladotrupim kolorze twarzy, chodziłam w niedzielę do redakcji, by "nie robić kłopotu mojemu szefowi". Ale za swoje starania, on jeszcze na mnie donosił wyżej. By ratować swoją dupę.
No nie skłamał. Narzekałam na pieniądze. Ale czyż robotnik nie jest godzien swej zapłaty? (1Tm 5,18) Ale firma chce, bym pracowała chyba charytatywnie, a jedynie mami mnie premiami. Może przez 7 lat dwa razy dostałam, i to raczej niewielkie. A kredyty spłaca się co miesiąc, podobnie równie regularnie płaci się za przedszkole czy jedzenie. A wracając do szefa mojego, to zamiast powiedzieć, że dobrze pracuję, dobrze piszę (bardzo mało poprawia moje teksty, to są raczej kosmetyczne poprawki), że on nie potrzebuje mojej pomocy jako redaktora, to on powiedział, że narzekam na pensję i nie chcę robić rzeczy, za które mi nikt nie płaci (ciekawe czy on by chciał, a już sam mi kiedyś narzekał, że robi za free w domu rzeczy i mu się tego nie chce, ale ja świnią nie jestem i nie poszłam z tym do szefostwa).
Przestrzegali mnie przed nim wcześniej. Ale ja głupia i naiwna myślałam, że się koleżanki z biurka obok, która dobrze pracuje, się nie podpie... do szefostwa. A tu taki klops. I jak mam z nim dłużej pracować?
taki o to prezent mam na 30.urodziny!

Chcę zmienić swoje życie, muszę. Mam już plan. Tylko Bożej pomocy potrzebuję...

Może to będzie mój prawdziwy prezent urodzinowy...

niedziela, 28 lutego 2010

Dziś politycznie hihihi

Z racji na zawód i własne zainteresowania interesuję się polityką. Poniekąd.
W każdym razie wybory na prezydenta interesują mnie bardziej niż kwestia likwidacji KRUS, choć bardzo słuszna. Niestety kandydata na mojego prezydenta nie ma. I trzeba będzie nie po chrześcijańsku w czasie najbliższych wyborów pozostać w domu. Na Lecha Kaczyńskiego drugi raz nie zagłosuję, bo niestety w najważniejszych kwestiach mnie zawiódł. Zabrakło mi u niego odwagi w bronieniu polskiej racji stanu na forum międzynarodowym. I zawiodła mnie jego żona, nagle zwolenniczka aborcji, biorąca udział w słynnym szabacie czarownic swego czasu z czołową blond dziennikarką naszego kraju na czele. Ale przyjdzie mi chyba emigrować, bo kontrkandydaci jeszcze gorsi. Dziś z kampanią ruszył pupilek PO Radek Sikorski. Nie wiem, czemu pisze Radek, bo wódki z nim nie piłam, i trochę śmieszy mnie spoufalenie własnego imienia z jego strony. W każdym razie dziś przedstawił swój program przy dźwiękach muzyki z filmu „Piraci z Karaibów” hahaha (swoją drogą naprawdę fajnyfilm). A głównym przesłaniem ministra spraw niepolskich jest potrzeba pozbawienia Lecha Kaczyńskiego władzy, o którym powiedział, że można być człowiekiem niskim, ale nie małym. I tu całą swą małość pokazał minister Sikorski. Jego programem zdaje się nie być dobro Polski, jego programem zdaje się być poniżanie obecnego prezydenta. Mam nadzieję, że Polacy nie dadzą się nabrać na jego uśmiech i wyćwiczone pozy (tak jak to było w przypadku Kwaśniewskiego TW Alek). Tylko problem będzie jeszcze jeden, na kogo głosować, jak na razie nie ma na kogo?

sobota, 27 lutego 2010

Pyłek się nawróci...

No dobra, postaram się pisać więcej. Co prawda ostatnie dwa tygodnie siedziałam w domku, więc prawie zapomniałam, jak się w ogóle pisze i może się jutro okazać, a już jutro idę do pracy (tak, w niedzielę, wrr, ale co zrobić, taki zawód), że ja już nie umiem pisać, redagować i nie wiem, czego jeszcze hihihi. Ale nic, trzeba wrócić do rzeczywistości... Jak dobrze, że wraca już wiosna. Mam nadzieję, że zapowiadane mrozy nie nadejdą jednak, a jak nadejdą, śnieg nas nie zasypie. Ja wiem, że piszę o bzdurach. A wiecie dlaczego? Bo ja nie mam problemów, oprócz finansowych, ale to pryszcz. Ja mam spokojne życie. Jedyna rzecz, jaka je przerywa, to wysypka na szyjce mojego dziecka. Ale szybko mija. Gdy patrzę na znajomych, bliższych i dalszych, czy na ludzi, którzy muszą się zmagać z przeciwnościami losu, to naprawdę cieszę się ze swojego spokoju. Choć kurcze, czasem myślę, co złego nam się wydarzy? Tak być nie może, że ciągle jest dobrze... Kurcze. No ale przecież nie można tak myśleć, trzeba ufać Bogu, że On nad nami czuwa i co się nie wydarzy, obróci się na nasze dobro. Zresztą już nie mało mam za sobą. Rzeczy trudne i okropne, o których nie myślę i nie mówię na trzeźwo. Rzeczy, o których wie tylko On.

Więc jak się nie cieszyć słońcem i coraz cieplejszymi dniami. I wielkimi kałużami, które zwiastują najpiękniejszą porę roku?

I jak nie zapominać o tych, którzy potrzebują naszej modlitwy szczególnie. Panie Jezu, Ty wiesz...

Pozdrowienia dla wszystkich, zwłaszcza dla ciężarnych!

wtorek, 23 lutego 2010

30. urodziny niebawem

Jeszcze trochę i skończę 30 lat. Dziwie to napisać. Jeszcze dziwniej to wypowiedzieć. heheheh No nic, jak będzie tort, to się najem, a co! I wypiję szampana!
A ja coraz częściej myślę o drugim dziecku. Dzisiaj śniło mi się, że zaczynam rodzić. To na pewno od częstego ostatnio przebywania z ciężarną sąsiadką. Nic, zwolnienie się skończy, to i głupie myśli się skończą... Miało być błyskotliwie i zabawnie. Wyszło nijak. Chyba zamknę tego bloga i tam niewiele osób tu zagląda hihihi. Całuski dla tych, co jednak zaglądają!

sobota, 30 stycznia 2010

Pyłek już nie ma żadnych problemów...

O ile wczoraj problemów miałam sto, o tyle dzisiaj nie mam ich wcale. Ani długi, ani kredyty nie stanowią już dla mnie problemu, ani brak tego i owego, ani otyłe ciało czy ani masakrycznie alergiczna skóra, ani śnieg, ani zimno, ani wkurzające decyzje tych, co zastępują szefostwo. Nic.

Po prostu trzeba sobie przypomnieć, że jesteśmy zdrowi, że mamy siły do pracy, do nauki, że żyjemy jak pączki w maśle. Bogu dzięki.