Muszę wrócić na mojego bloga, by dać upust emocjom związanym z moją cudną pracą:D Musicie także i Wy, jeżeli jeszcze tu zaglądacie, Drodzy Czytelnicy, tak jak ja zakosztować absurdów mojego obecnego życia!
Mówię absurdów i już się śmieję, ale jeszcze parę dni temu płakałam z bezradności i wściekłości... To, co się dzieje, przechodzi bowiem wszelkie pojęcie. W mojej pracy dzieją się okropne rzeczy. Pracuję tam wiele lat i ja, naiwna, wierzyłam, że tak nie jest... Normalnie ostatni czas sprowadził mnie na ziemię. Moja szefowa uważa się panią i władczynią naszych marnych losów. Żeby to jeszcze było władztwo Salomonowe, to jakoś bym to zniosła, bo lubię słuchać mądrzejszych od siebie. Ale to władztwo jest iście niszczycielskie... Zniszczyła we mnie, choć pewnie i nie tylko, całą miłość do tej pracy, całą pasję, całe zaangażowanie. Już nawet nie wzrusza mnie fakt, że kolejna karteczka z moją wpadką wpadła do mojej teczuszki. Wybitnie rozbawiło mnie też dzisiejsze odrzucenie mojego podania o urlop zaległy, bo nie wykorzystałam urlopu zaległego... i nie dostanę urlopu póki go nie wykorzystam:D
Panie Jezu, rozumiem, że karzesz odebraniem zdrowego rozsądku?
Mam nadzieję, że pasja wróci jak emocje opadną... za jakiś czas... może w innym miejscu.... pracując dla kogoś innego.... nie wierzę, że wypaliło się totalnie wszystko.... rozumiem, że mogło wypalić się tu, w tym konkretnym miejscu... wśród tych ludzi.... znam to na pamięć.... ale myślę, że pasja jako taka wróci.... nie da się tak po prostu zabić miłości ;) Pozdrawiam....
OdpowiedzUsuńPS. mam nadzieję, że już wykorzystałaś zaległy urlop, by móc go dostać? ;)
no jasne, ze nie:D
OdpowiedzUsuńi urlopu nie dostal moj maz:D
buziaki