I znowu wszystko się zmieniło. Diametralnie. Jeszcze przed wylotem do Rzymu zrobiłam test ciążowy i wyszedł pozytywny! Co za radość! Poleciałam do Rzymu, modląc się, by moje Małe dobrze się trzymało w czasie starów i lądowań... Rzym jak zawsze piękny. Jak cudownie znowu było być w Bazylice św. Piotra! Szkoda, że teraz są bramki, trzeba stać w kolejce, by dać się sprawdzić. Nie da się już tak wejść po prostu. Ale w dzisiejszych czasach widocznie to jest konieczne:/ Dwa razy udałam się na grób Jana Pawła II. Modliłam się za moje małe! I co drugi dzień leżałam w hotelu. Dostałam w Rzymie silnych skurczy. Takich jak przy poronieniu. Płakałam i modliłam się. Po lekach poczułam się lepiej. Nawet pospacerowałam z kolegą po Rzymie. Ostatniego dnia byłam na Mszy dziękczynnej Polaków w Santa Maria Maggiore. Rozmawiałam z kard. Gulbinowiczem. Poprosiłam go o modlitwę za moje zagrożone dziecko. Ksiądz kardynał od razu udzielił mi błogosławieństwa, zrobił krzyżyk na czole i powiedział "Będzie dobrze, tylko Pani nie skacze". No to trzymam się tych słów, i Jana Pawła II, i Maryi, i czekam na moje Maleństwo!
Bo kurde myślałam, że jak się w ciąże zachodzi, to się rodzi dziecko. Że poronienia zdarzają się daleko i rzadko...
wtorek, 14 czerwca 2011
środa, 20 kwietnia 2011
Wielka Środa
I skończył się Wielki Post. Nie pisałam tu nic, bo to był ciężki czas dla mnie. Ale może taki powinien być Wielki Post? Okaże się w Wielkanoc... Zawsze wtedy wychodzi na jaw, jak się przeżyło ten czas... Czy były czegoś warte te smutki, oschłości i próby walki...
Ale to nie będą szczęśliwe święta dla mnie. Na Niedzielę Wielkanocą miałam termin porodu... Jakoś tak wierzyłam, że jak mam termin porodu na taki piękny dzień, to na pewno wszystko będzie dobrze, moje dziecko będzie żyło. Ale Bóg sobie inaczej zaplanował. Zabrał to Małe do siebie. A mnie tu samą zostawił.
Nic, już za tydzień będę w Rzymie... Wybywam we wtorek zaraz po świętach. Szkoda mi męża i dziecię zostawić, ale nie mam wyjścia. Taka praca. Mam nadzieję, że tam psychicznie odsapnę. Bo już nie mam sił.
"Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?"
Ale to nie będą szczęśliwe święta dla mnie. Na Niedzielę Wielkanocą miałam termin porodu... Jakoś tak wierzyłam, że jak mam termin porodu na taki piękny dzień, to na pewno wszystko będzie dobrze, moje dziecko będzie żyło. Ale Bóg sobie inaczej zaplanował. Zabrał to Małe do siebie. A mnie tu samą zostawił.
Nic, już za tydzień będę w Rzymie... Wybywam we wtorek zaraz po świętach. Szkoda mi męża i dziecię zostawić, ale nie mam wyjścia. Taka praca. Mam nadzieję, że tam psychicznie odsapnę. Bo już nie mam sił.
"Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?"
wtorek, 8 marca 2011
Od jutra Wielki Post...
Lubię Wielki Post.
Lubię ten czas zatrzymania się, zadumy, rozważania Męki Pańskiej. Wtedy najlepiej widzimy swoją małość i słabość. Ale jeszcze bardziej lubię Wielkanoc! Lubię tę radość serca, jak uda mi się dobrze przeżyć Wielki Post, bo wtedy Święta są zupełnie inne... W tym roku zaczęłam już przygotowania. W niedzielę byłam u spowiedzi. Lubię stan serca po spowiedzi:D Taka nowa karta:D Można od nowa nie grzeszyć, zapomnieć, co było złe:D Cudowny stan:) Muszę chyba częściej chodzić do spowiedzi:D
Dziś byłam w pracy po kolejnej dłuższej przerwie. Dostałam 10 tematów:D Normalnie ziewnąć nie będę miała czasu:D I dobrze. Nie ma nic gorszego jak nuda w pracy:D No i byle do Wielkanocy:D A potem... wracamy do powiększania rodziny:D Bo ja już strasznie chcę mieć drugie dziecko:D Trzecie właściwie... Nie chcę zapominać o moim dziecięciu u Pana Boga. Wiecie. Czuję, że to był chłopak. Głupie przeczucia? Może ktoś tak powie. Ale matki serce wie!
Fajna akcja--- Nie wstydzę się Jezusa
Polecam, warto się przyłączyć. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach...
Rachunek sumienia na dziś: czy noszę krzyżyk, medalik na widocznym miejscu? Czy zawsze moje czyny potwierdzają to, co pokazuję na wierzchu?
pozdrowienia dla wszystkich:D
Lubię ten czas zatrzymania się, zadumy, rozważania Męki Pańskiej. Wtedy najlepiej widzimy swoją małość i słabość. Ale jeszcze bardziej lubię Wielkanoc! Lubię tę radość serca, jak uda mi się dobrze przeżyć Wielki Post, bo wtedy Święta są zupełnie inne... W tym roku zaczęłam już przygotowania. W niedzielę byłam u spowiedzi. Lubię stan serca po spowiedzi:D Taka nowa karta:D Można od nowa nie grzeszyć, zapomnieć, co było złe:D Cudowny stan:) Muszę chyba częściej chodzić do spowiedzi:D
Dziś byłam w pracy po kolejnej dłuższej przerwie. Dostałam 10 tematów:D Normalnie ziewnąć nie będę miała czasu:D I dobrze. Nie ma nic gorszego jak nuda w pracy:D No i byle do Wielkanocy:D A potem... wracamy do powiększania rodziny:D Bo ja już strasznie chcę mieć drugie dziecko:D Trzecie właściwie... Nie chcę zapominać o moim dziecięciu u Pana Boga. Wiecie. Czuję, że to był chłopak. Głupie przeczucia? Może ktoś tak powie. Ale matki serce wie!
Fajna akcja--- Nie wstydzę się Jezusa
Polecam, warto się przyłączyć. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach...
Rachunek sumienia na dziś: czy noszę krzyżyk, medalik na widocznym miejscu? Czy zawsze moje czyny potwierdzają to, co pokazuję na wierzchu?
pozdrowienia dla wszystkich:D
niedziela, 27 lutego 2011
Ufajcie niezmiennej Bożej miłości
Tak dziś mówił na „Aniele Pańskim” nasz kochany Ojciec Święty. Myślałam, że jak umrze Jan Paweł II nikt już nie będzie tak jak on dotykał serc, ale Pan Bóg dał nam Benedykta XVI. I wierzcie mi, bo nie wiem, jak wiele jego przemówień i homilii papieskich czytacie, ale w każdej nawet krótkiej wypowiedzi Benedyka jest coś, jest jakieś zdanie, które dotyka mojego serca, które zwraca uwagę na coś ważnego, które daje światło w jakiejś sprawie. To taki niezwykły człowiek, pełen miłości i dobroci, ale i niezwykle mądry i życiowy. Jestem wielkim fanem Benedykta XVI!
Ale nie o tym miałam pisać…
W mojej pracy często piszę o prześladowaniach, dyskryminacjach chrześcijan. Od zakazu noszenia krzyża do krwawych morderstw… Wiecie, że codziennie giną na świecie chrześcijanie, tylko dlatego, że są chrześcijanami??? My tu sobie w Polsce żyjemy jak pączki w maśle. Tak. Oczywiście i tu nieraz dostajemy po głowie. Sama oberwałam ostatnio od jakiegoś oszołoma. Nie spodobał się mu mój tekst o zagrożeniach w internecie… I zamiast dyskutować z moimi argumentami… po prostu wylał na mnie wiadro pomyj. Żem zabobonna, że mam na pewno stara panna i z tłustymi włosami z kołtunem, bo tylko takie są gorliwe katoliczki… Ach, chciałam mu swoją fotę wysłać, to by się dziad zdziwił. Ale nieważne, to nic. Mogą mnie wyzywać od ciemnogrodu i ogłupionej przez czarną mafię z Watykanu – to mi się zresztą najbardziej podoba... hehe Ale tak poważnie. To co mamy w Polsce, to nic, to pryszcz, to kurz pod stopami.
Są miejsca na świecie, gdzie rodzice wysyłając dziecko do szkoły nie wiedzą czy wróci, bo są chrześcijanami. Tak jest w Iraku. Są miejsca, gdzie nawet w domu mąż z żoną nie mogą się razem modlić i mieć Pisma Świętego, bo grozi im kara śmierci. Tak jest w Arabii Saudyjskiej. Są miejsca, gdzie o podpalanie kościołów chrześcijańskich oskarża się chrześcijan. Tak jest w Indiach. Są miejsca, gdzie za przyjęcie wiary w Chrystusa grozi śmierć. Tak jest w krajach muzułmańskich. Można tak wymieniać jeszcze długo… Módlmy się za chrześcijan na całym świecie!
Niedawno zamordowano salezjanina w Tunezji. Polaka. Księdza Marka Rybińskiego. Też nieraz pisałam o morderstwach kapłanów w różnych miejscach na świecie… Ale to zupełnie inaczej, jak zobaczy się twarz tego kogoś, obejrzy filmik na youtube z wywiadem z tą osobą… (http://www.youtube.com/watch?v=QElgJPemRMM). Jakoś mi ciągle smutno z powodu jego śmierci. Nie znałam go. Ale był w wieku mojego męża. I tak sobie myślę, że jednak przez 2 tysiące lat się nic nie zmieniło, a nam pozostaje przylgnąć do Jezusa i zaufać niezmiennej miłości Boga.
„Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was – życie” (2Kor 4,8-14)
Idzie Wielki Post. Wiecie, że koniec karnawału to czas mega wzmożonej działalności szatana? To czas wielu grzechów… Módlmy się, byśmy sami nie nagrzeszyli i za tych, co się bardzo pobłądzili lub stoją na skraju przepaści.
Ale nie o tym miałam pisać…
W mojej pracy często piszę o prześladowaniach, dyskryminacjach chrześcijan. Od zakazu noszenia krzyża do krwawych morderstw… Wiecie, że codziennie giną na świecie chrześcijanie, tylko dlatego, że są chrześcijanami??? My tu sobie w Polsce żyjemy jak pączki w maśle. Tak. Oczywiście i tu nieraz dostajemy po głowie. Sama oberwałam ostatnio od jakiegoś oszołoma. Nie spodobał się mu mój tekst o zagrożeniach w internecie… I zamiast dyskutować z moimi argumentami… po prostu wylał na mnie wiadro pomyj. Żem zabobonna, że mam na pewno stara panna i z tłustymi włosami z kołtunem, bo tylko takie są gorliwe katoliczki… Ach, chciałam mu swoją fotę wysłać, to by się dziad zdziwił. Ale nieważne, to nic. Mogą mnie wyzywać od ciemnogrodu i ogłupionej przez czarną mafię z Watykanu – to mi się zresztą najbardziej podoba... hehe Ale tak poważnie. To co mamy w Polsce, to nic, to pryszcz, to kurz pod stopami.
Są miejsca na świecie, gdzie rodzice wysyłając dziecko do szkoły nie wiedzą czy wróci, bo są chrześcijanami. Tak jest w Iraku. Są miejsca, gdzie nawet w domu mąż z żoną nie mogą się razem modlić i mieć Pisma Świętego, bo grozi im kara śmierci. Tak jest w Arabii Saudyjskiej. Są miejsca, gdzie o podpalanie kościołów chrześcijańskich oskarża się chrześcijan. Tak jest w Indiach. Są miejsca, gdzie za przyjęcie wiary w Chrystusa grozi śmierć. Tak jest w krajach muzułmańskich. Można tak wymieniać jeszcze długo… Módlmy się za chrześcijan na całym świecie!
Niedawno zamordowano salezjanina w Tunezji. Polaka. Księdza Marka Rybińskiego. Też nieraz pisałam o morderstwach kapłanów w różnych miejscach na świecie… Ale to zupełnie inaczej, jak zobaczy się twarz tego kogoś, obejrzy filmik na youtube z wywiadem z tą osobą… (http://www.youtube.com/watch?v=QElgJPemRMM). Jakoś mi ciągle smutno z powodu jego śmierci. Nie znałam go. Ale był w wieku mojego męża. I tak sobie myślę, że jednak przez 2 tysiące lat się nic nie zmieniło, a nam pozostaje przylgnąć do Jezusa i zaufać niezmiennej miłości Boga.
„Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was – życie” (2Kor 4,8-14)
Idzie Wielki Post. Wiecie, że koniec karnawału to czas mega wzmożonej działalności szatana? To czas wielu grzechów… Módlmy się, byśmy sami nie nagrzeszyli i za tych, co się bardzo pobłądzili lub stoją na skraju przepaści.
czwartek, 20 stycznia 2011
Moja praca ma jednak plusy:D
Pan Jezus postanowił ulżyć mojemu umęczonemu sercu w pracy:) Po pierwsze dał mi nową koleżankę, która poprawia mi humor i sprawia, że dużo raźniej idę do pracy:D A po drugie, dziś dowiedziałam się, że pojadę na beatyfikację Jana Pawła II do Rzymu yeyeye:D Czyż świat nie jest piękniejszy od razu? hihi
W każdym razie nie macie pojęcia, jak bardzo się cieszę. Ostatni raz byłam w Rzymie dokładnie w 2000 roku na Światowych Dniach Młodzieży:D A kocham to miasto. No i przede wszystkim kocham naszego Ojca Świętego Jana Pawła II i naszego obecnego Ojca Świętego Benedykta XVI:DDD To będą niesamowite dni! Już nie mogę się doczekać!
Łezka mi dziś tylko poleciała, jak sobie pomyślałam, że nie pojechałabym do Rzymu gdyby moje Dziecko żyło. Termin porodu mialam akurat na Wielkanoc. Zaraz po Wielkanocy lecimy do Wiecznego Miasta...
Jednego jescze doświadczam w ostatnich dniach... Im bardziej się martwię i im bardziej staram się ufać Jezusowi, On zawsze napełnia moje serce spokojem i zabiera moje troski:D Jak dobrze mieć takiego Przyjaciela i Pana:D
W każdym razie nie macie pojęcia, jak bardzo się cieszę. Ostatni raz byłam w Rzymie dokładnie w 2000 roku na Światowych Dniach Młodzieży:D A kocham to miasto. No i przede wszystkim kocham naszego Ojca Świętego Jana Pawła II i naszego obecnego Ojca Świętego Benedykta XVI:DDD To będą niesamowite dni! Już nie mogę się doczekać!
Łezka mi dziś tylko poleciała, jak sobie pomyślałam, że nie pojechałabym do Rzymu gdyby moje Dziecko żyło. Termin porodu mialam akurat na Wielkanoc. Zaraz po Wielkanocy lecimy do Wiecznego Miasta...
Jednego jescze doświadczam w ostatnich dniach... Im bardziej się martwię i im bardziej staram się ufać Jezusowi, On zawsze napełnia moje serce spokojem i zabiera moje troski:D Jak dobrze mieć takiego Przyjaciela i Pana:D
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Pyłek zniesmaczony
Po co idzie się do seminarium? Bo już nie wiem. Nie. Źle napisane. Wydaje mi się, że wiem.
Ale niejaki ks. Kazimierz Sowa raczej nie. Albo zapomniał. Może przełożeni powinni mu przypomnieć... W każdym razie dziś ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłam go w TVN 24, bez koloratki (może i lepiej, choć na temat występowania duchownych w mediach w stroju duchownym lub koloratce to już się Episkopat wypowiedział), w programie "Tak jest".
Program sam w sobie kuriozalny, w którym nad rzeczywistością naszego kraju debatują z dziennikarzami... dziennikarze... i to TVN-u... Nie wiem, co to za nowy rodzaj dziennikarstwa, ale podobno WSI 24, tfuu przepraszam TVN 24 wyznacza standardy dziennikarskie. Boże, broń nas przed takimi dziennikarzami, co zamiast obiektywnej prawdy pokazują swoją:/ Co więcej cała telewizja TVN jest nastawiona krytykancko wobec Kościoła, nieustannie oskarża go o "mieszanie" się do polityki, popiera in vitro, aborcję, homosiów i inne chore pomysły chorych ludzi. No ale ks. Sowie to nie przeszkadza i jak gdyby nigdy nic, dywaguje sobie o polityce. I o ile Kościół ma prawo i nawet obowiązek mówić o sprawach moralnych także w polityce, to nie wiem, czy zadaniem kapłana jest dywagowanie o polityce w programie politycznym w takiej stacji, której intencje są niebardzo jasne. I żeby chociaż poruszał jakieś tematy bliskie sercu katolika, bronił życia nienarodzonych, tłumaczył katolicką naukę społeczną, zwracał uwagę na los prześladowanych chrześcijan, a tylu miejscach na świecie. Nie ks. Sowa w najlepsze rozprawiał o polityce, politykach i politycznych problemach...
Ja akurat uważam, że księża mają prawo do poglądów politycznych, do wypowiadania swojego zdania też, jak każdy obywatel. Ale to, co zrobił ks. Sowa, jest dla mnie po prostu niesmaczne. Jeżeli jeszcze raz usłyszę zarzut, że Kościół się miesza do polityki, to za przykład podam ks. Sowę:/
Swoją drogą TVN to chyba pensję od Tuska dostaje. Zamiast mówić dziś w Faktach o problemach, o zmianach w finansowaniu składem emerytalnych i zdrowotnych, przez 10 minut rozprawia o roli prezydenta:D No kurde, odwracanie uwagi od prawdziwych problemów Polaków mają opanowane do perfekcji.
Powtórzę jeszcze raz, Boże, broń nas przed takimi dziennikarzami!
A co do ks. Sowy, pozostaje nam się modlić za niego. Może jednak bardziej się przyda bliżej kościoła, bliżej konfesjonału, bliżej ludzi, niż bliżej TVN-u.
Ale niejaki ks. Kazimierz Sowa raczej nie. Albo zapomniał. Może przełożeni powinni mu przypomnieć... W każdym razie dziś ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłam go w TVN 24, bez koloratki (może i lepiej, choć na temat występowania duchownych w mediach w stroju duchownym lub koloratce to już się Episkopat wypowiedział), w programie "Tak jest".
Program sam w sobie kuriozalny, w którym nad rzeczywistością naszego kraju debatują z dziennikarzami... dziennikarze... i to TVN-u... Nie wiem, co to za nowy rodzaj dziennikarstwa, ale podobno WSI 24, tfuu przepraszam TVN 24 wyznacza standardy dziennikarskie. Boże, broń nas przed takimi dziennikarzami, co zamiast obiektywnej prawdy pokazują swoją:/ Co więcej cała telewizja TVN jest nastawiona krytykancko wobec Kościoła, nieustannie oskarża go o "mieszanie" się do polityki, popiera in vitro, aborcję, homosiów i inne chore pomysły chorych ludzi. No ale ks. Sowie to nie przeszkadza i jak gdyby nigdy nic, dywaguje sobie o polityce. I o ile Kościół ma prawo i nawet obowiązek mówić o sprawach moralnych także w polityce, to nie wiem, czy zadaniem kapłana jest dywagowanie o polityce w programie politycznym w takiej stacji, której intencje są niebardzo jasne. I żeby chociaż poruszał jakieś tematy bliskie sercu katolika, bronił życia nienarodzonych, tłumaczył katolicką naukę społeczną, zwracał uwagę na los prześladowanych chrześcijan, a tylu miejscach na świecie. Nie ks. Sowa w najlepsze rozprawiał o polityce, politykach i politycznych problemach...
Ja akurat uważam, że księża mają prawo do poglądów politycznych, do wypowiadania swojego zdania też, jak każdy obywatel. Ale to, co zrobił ks. Sowa, jest dla mnie po prostu niesmaczne. Jeżeli jeszcze raz usłyszę zarzut, że Kościół się miesza do polityki, to za przykład podam ks. Sowę:/
Swoją drogą TVN to chyba pensję od Tuska dostaje. Zamiast mówić dziś w Faktach o problemach, o zmianach w finansowaniu składem emerytalnych i zdrowotnych, przez 10 minut rozprawia o roli prezydenta:D No kurde, odwracanie uwagi od prawdziwych problemów Polaków mają opanowane do perfekcji.
Powtórzę jeszcze raz, Boże, broń nas przed takimi dziennikarzami!
A co do ks. Sowy, pozostaje nam się modlić za niego. Może jednak bardziej się przyda bliżej kościoła, bliżej konfesjonału, bliżej ludzi, niż bliżej TVN-u.
sobota, 1 stycznia 2011
Żegnaj okropny roku!
Jezu mój, jak dobrze, że ten okropny rok 2010 się już skończył. Aż nawet nie chce mi się przypominać tego wszystkiego. Tych fałszywych oskarżeń w pracy, tej awantury o dwa dni zaległego urlopu, wreszcie straty mojego dziecka, z którą nie mogę się pogodzić, a do której pewnie przyczynił się stres w pracy, choć na pewno nie tylko on. To był męczący rok, pełen smutku i łez, pełen bólu i niezrozumienia. To był chyba najgorszy rok w moim dorosłym życiu. Ale to też rok, w którym zaczęłam inaczej patrzeć na swoje życie, w którym na nowo przytuliłam serce do Serca Jezusowego. To On dał mi siłę, by wszystko przetrwać.
Jeszcze tak wiele mi brakuje to bycia taką, jaką bym chciała być. Jezus, zmieniaj moje serce, by było coraz bardziej podobne do Twojego!
Jezu, ufam Tobie!
Jeszcze tak wiele mi brakuje to bycia taką, jaką bym chciała być. Jezus, zmieniaj moje serce, by było coraz bardziej podobne do Twojego!
Jezu, ufam Tobie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)