niedziela, 3 października 2010

Wyjaśnienie...

Założyłam sobie tego bloga, by dawać upust różnym emocjom, by pisać o tym, co dla mnie ważne, emocjonujące czy ciekawe... Oczywiście życie pokazało, że czasu brak, bardzo brak, by ze wszystkim nadążyć. Może, gdybym była mniej leniwa, lepiej zorganizowana, byłoby lepiej. Pewnie tak...
Ale myślę, że muszę tu wrócić, bo muszę wylać z siebie cały ból, jaki zalewa moje serce.

Byłam w ciąży. Jak to strasznie boli. Spodziewałam się dziecka. I nieważne, że było maleńkie, że nie miało centymetra wzrostu, że nie miało rączek i nóżek, że bardziej było drugą kreską na teście ciążowym czy po prostu świadomością, że jest...

Od początku czułam się źle. Zupełnie inaczej niż z pierwszym dzieckiem, no ale przecież każda ciąża jest inna. Oczywiście w pracy mój szef orzekł, że się obijam i zapewne jemu na złość siedzę sobie na dupie na zwolnieniu... no przecież powiedziałam kiedyś po ciężkim dniu w pracy, że jak zajdę w ciążę, to od razu pójdę na zwolnienie... no zapamiętał chłopak i na drugi dzień mojego zwolnienia poleciał z tym do szefowej... no to znaleźli od razu kogoś na moje miejsce, awansowali dziewczynę z inengo działu, posadzili przy moim biurku... Choć mówiłam w pracy, że ciąża jest poważnie zagrożona i że mogę szybko wrócić. Bo ja kurde czułam, że będzie źle... Nie miałam siły się modlić. Modliłam się, ale chyba te modlitwy dla innego dziecka zostały policzone. Moje zmarło.

Ciągle myślę, czy nie zrobiłam czegoś źle, czy za mało o nas dbałam, może za mało chciałam tego dziecka, może za mało je kochałam? No dobra, bałam się znowu pieluch i nieprzespanych nocy. A teraz tak bym chciała, by jakaś mordka darła się przez 3 godziny na moich rękach z powodu kolki... Mogłabym ją tulić, i nosić, i nie spać, i jeść ryż i gotowaną pierś kurczaka... A teraz zostałam sama, bez mojego Maluszka. Kto Go przutuli?

5 komentarzy:

  1. Kochanie, Jezus już je tuli z całej mocy i siły, tam jest tak naprawdę najbezpieczniejsze, ma to, czego może nie mogłabyś Mu dać, przecież w głębi serca każdy z nas (może nawet o tym nie wie) potrzebuje takiego przytulenia... A twoje dzieciątko już jest w tych ramionach, tak naprawdę to cudowne...!:) ale ja wyobrażam sobie Twój ból... i dlatego przytulam Ciebie... z całych sił...

    OdpowiedzUsuń
  2. nie mam słów aby opisać co czułam czytając tego posta...przez moje gardło przeszedł jakiś ogromny ból cierpienia-przez chwile to czułam i nie umiem tego wyjaśnić ...póki co ściskam Ciebie mocno i "...przesyłam choć cząstkę szczęścia abyś na trochę trochę wyzbyła się smutku ...":)

    OdpowiedzUsuń
  3. dzieki Kochane, Wasze slowa to miod na moje zbolale serce:)*

    OdpowiedzUsuń
  4. coż mam powiedzieć... wiesz, jak wierzyłam ze będzie dobrze... przytula...:*

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nie płacz kochana Mamo

    ja patrzę na Ciebie co rano.
    Jak tylko oczka otworzę
    i skrzydła anielskie rozłożę
    to zaraz lecę do Ciebie
    pomimo, że jestem tu - w Niebie

    Lecę, by Ciebie utulić,
    do serca mego przytulić
    głaskać Twe włosy rozwiane
    i skleić serce złamane.

    I znajdziesz mnie w listku na drzewie
    I wiatru ciepłym powiewie
    I w jasnym słońca promieniu
    I w ptaku co siadł na ramieniu.

    W tatrach i szumie morza
    W tęczy łuku, barwnym jak zorza
    W tatusia czułym uścisku
    Bo jestem tak bardzo blisko...

    I śpiewam Ci liści szelestem
    I kocham - przy Tobie jestem
    W zachodzie i wschodzie słońca
    Ja będę z Tobą do końca..."

    OdpowiedzUsuń