Wczoraj podszedł do nas pod centrum handlowym chłopak młody, może miał ze 22 lata... i prosi o coś do jedzenia lub pieniądze... bezdomny, biedny... zaczęłam się pytać, jak do tego doszło... zmarli rodzice, wdał się w bójkę, nie zapłacił grzywny, wylądował w wiezieniu... na 3 lata. Wyszedł , nie miał gdzie mieszkać, pojechał do mopsu... tak okradli go z resztek rzeczy, które miał... do tego ma cukrzyce... Tak mi go strasznie żal, tak nie mogę przestać o nim myśleć... Dlaczego my mamy to szczęście, ze mamy normalne życie... mamy bliskich, którzy się nami zaopiekują, możemy spać spokojnie, bo nikt obok nam krzywdy nie zrobi...
Z drugiej strony przypominają się słowa Koheleta... marność nad marnościami, wszystko marność. Zbieramy rzeczy, kupujemy tone prezentów, dziesiąte pudełko klocków lego, dziesiątą torebkę i piąty rodzaj bombek. A to wszystko marność, to wszystko to nic. Nic z tego nie daje nam prawdziwego szczęścia i sensu. Bo nawet ten pięciolatek wolałby bawić się pierwszym pudełkiem lego z mamą i tatą, niż dziesiątym sam. Zresztą nawet jak i dziesiątym bawi się z mamą i tatą, to czy to dziesiąte pudełko sprawia, że jest szczęśliwszy?
Zdaję sobie sprawę, że brak pewnych rzeczy, może być przyczyną prawdziwego nieszczęścia i wielu problemów, dlatego tak strasznie żal mi tego spotkanego wczoraj chłopaka, ale akurat ja i moja rodzina, nie ma takiego powodu do nieszczęścia. Mamy mieszkanie, samochód, płaski telewizor i różne piękne przedmioty, za które jestem Bogu wdzięczna, bo sprawiają, że nasze życie jest wygodne, spokojne i uporządkowane, zwłaszcza w taką pogodę jak teraz, codziennie Bogu dziękuję, że mam prawo jazdy i samochód... I pewnie, że ciężko by było wyrzec się teraz wszystkiego, ale może potrzeba jednak się opanować, przestać kupować rzeczy, przestać zapełniać te metry kwadratowe pod dachem...
Przypomina mi się święta Teresa. Gdy zakładała kolejny klasztor, musiała się wprowadzić do domu wraz z kilkoma siostrami, w którym nie było dosłownie niczego. Siostry spały na sianie, przykryte jedną kołdrą. W kilka dni okoliczni dobroczyńcy przynieśli im łóżka, kołdry i inne potrzebne sprzęty. I święta choć wzruszona była dobrym sercem ludzi, to wraz z siostrami odczuwała głęboki smutek, że to ich ubóstwo się kończy. I to dało mi do myślenia. Jak ja odczułabym smutek, gdyby zabrano mi ten komputer, samochód albo ulubioną torebkę. jak bardzo jestem uzależniona od tych rzeczy. Jak łatwo mnie zranić, skoro jestem tak przywiązana to rzeczy marnych. Jak bolało mnie, gdy sąsiad porysował mi moje auto! Ile smutku mnie czeka, jak tych rzeczy zabraknie!
Marność nad marnościami, wszystko marność. Jak używać rzeczy, by nie być przez nie zniewolonym? Jak żyć, by nie dać się wciągnąć to szaleństwo posiadania?
dobre pytanie...
OdpowiedzUsuńJesteśmy zawieszeni pomiędzy niebiem, a ziemią. Z jednej strony ważne, by zabiegać o niebo, ale równie ważne, by tu na ziemi również móc cieszyć się z tego co tworzą dla nas inni. Bezdyskusyjnie należy wznaczyć sobie granicę "zdrowego" korzystania z dóbr. Zawsze mówię sobie, że skoro Pan Bóg daje ludziom talenty i sposobność, by tworzyli dobra, to znaczy, że on nie mam nic przeciw temu, byśmi mieli ulubione torebki, samochody itd. Wszak Bóg w swoim Królestwie też otacza się pięknem:-)).
OdpowiedzUsuńKiedy tracimy coś materialnego, to obdzieramy tez swoje człowieczeństwo ... Trudne to do ogarnięcia...
OdpowiedzUsuńPyłku kochany, nie dziwią mnie Twoje rozterki. Sama takie miewam, bo i ja mam za co Bogu dziękować i wdzięczna za wszystko, co mam (w szerokim tego słowa znaczeniu) jestem. A czy uczyniłaś jakiś konkretny gest, by ulżyć niedoli tego młodzieńca?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie,
Marta.
ano, nie omieszkałam zakupić mu ciepłą strawę z ciepłą herbatą i ciastkiem, jeszcze nie wiedzialam, ze jest diabetykiem:/
OdpowiedzUsuńPyłek
cieszę się, że zjadł śniadanie... choć już po 12 bylo, jednak mam kolejne rozterki... czy to jest pomoc? to najprostsza rzecz jaka moglam zrobic. Ale czy pomoglam??
OdpowiedzUsuńpyłek
Piękna notka. Myślę, że w zależności od powołania, oczekiwania Pana Boga co do nas są różne. Święta Teresa, składając ślub ubóstwa, wybrała taką drogę z miłości do Pana Boga.
OdpowiedzUsuńCi, którzy nie wybrali drogi konsekrowanej, także mogą praktykować ubóstwo, ale muszą pamiętać o potrzebach rodziny. Dlatego myślę, że dobrze jest starać się nie przywiązywać do tego co mamy. To może być, tak jak piszesz, dość trudne. Ale tak pokazujemy Panu Bogu, że On jest dla nas najważniejszy.
Pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem!